Poniżej przedstawiamy wywiad, który powstał z pytań nadesłanych na konkurs. Odpowiedzi – po konsultacjach z pozostałymi członkami zespołu – udzielił Wojtek.

Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w naszym konkursie. Gratulujemy zwycięzcom i pozdrawiamy serdecznie.

Cochise

Czy łatwo jest pogodzić życie rodzinne z występami i ogólnie pracą? Pytanie kieruję głównie do pana, panie Pawle, bo nie tylko śpiewa pan tutaj w zespole Cochise, ale i gra w różnych filmach i serialach, np. „Ciacho”; a właśnie, chciałam bardzo panu pogratulować, po prostu świetnie pan zagrał Karolka, jestem zachwycona.

Dziękuję. Nie jest łatwo dzielić czas między rodzinę, pracę zawodową i zespół. Zwłaszcza, że próby odbywają się w Białymstoku, a ja mieszkam w Warszawie. Jednak dzięki udogodnieniom technologicznym – komputer, internet, telefon z dyktafonem itp. – udaje nam się działać na odległość. Poza tym staramy się maksymalnie wykorzystać czas, gdy już spotkamy się na próbie. Polega to na tym, że przesyłamy sobie pomysły, które później dopracowujemy wspólnie. Dzięki temu, w miarę sprawnie, powstają nowe numery.

Dlaczego taka nazwa kapeli? „Cochise” oznacza największego przywódcę Apaczów, jak wiadomo. Widziałem wasz koncert z 2005 i widziałem, że Paweł na nim tańczy typowo dla Indiańskich obrzędów…czy kultura lub zwyczaje indiańskie były waszą inspiracją do nazwy kapeli?

Jest w tym trochę prawdy. Paweł od dawna interesował się kulturą Indian jednak nie to było najważniejsze. Po prostu szukaliśmy nazwy dla naszego zespołu. Mieliśmy bardzo różne pomysły, ale jakoś żaden nam nie pasował. Wtedy Paweł powiedział, że na płycie Audioslave jest kawałek „Cochise”, i że nazwa pochodzi od wodza Apaczów. Od razu nam się spodobało – nie tyle znaczenie, co brzmienie tego słowa. I tak już zostało.

Najbardziej absurdalną myślą, jaka pojawiła się w waszych głowach po nagraniu danego utworu … było?

Kurczę, to naprawdę fajny kawałek (śmiech).

Najpiękniej słowo „Cochise” brzmi, gdy … ?

Słyszymy je od innych.

Jesteście zespołem składającym się z czwórki facetów. Nie od dziś wiadomo, że wśród mężczyzn czasem wybuchają kłótnie. Jak jest u Was? Czy kłócicie się? A jeśli tak, czy są to kłótnie o błahostki, czy o kwestie bardziej poważne?

Pewnie w to nie uwierzysz ale my nigdy się nie kłócimy. Mamy – co prawda – różne zdanie na temat kształtu utworu, ale zawsze udaje nam się wybrać to, co większość uważa za najlepsze. Nigdy nie wybuchają na tym tle kłótnie. A o inne sprawy nie warto się kłócić (śmiech).

Większość Waszych piosenek jest w języku angielskim. Gdybyście mieli okazję/możliwość dać koncert za granicą w wybranym przez Was miejscu, gdzie by to było i dlaczego?

Chętnie zagralibyśmy w każdym miejscu na Ziemi. Ważniejszy jest charakter koncertu niż lokalizacja. A teksty są w większości po angielsku, bo tak – naszym zdaniem – utwory brzmią lepiej. Nie robimy tego z myślą o karierze zagranicznej.

Kto decyduje o tym jak ma wyglądać ostatecznie całokształt danego utworu? Czy zdarzają się Wam sytuacje konfliktowe przy pracy nad danym kawałkiem z powodu odmiennego zdania?

Każdy może mieć wkład w ostateczny kształt utworu. Nie mamy lidera, który dysponuje decydującym głosem. Staramy się wybierać najlepsze pomysły. Próbujemy różnych wariantów i decydujemy się na – zdaniem większości – najlepszy.

Jak to się stało że mimo tego, iż zawodowo każdy z Was zajmuje się czymś innym znajdujecie motywację do tego żeby razem tworzyć? Co jest takim spoiwem łączącym zespół?

Każdy z nas uwielbia tworzyć i grać muzykę. Robimy to od wielu lat i nie wyobrażamy sobie życia bez grania. I to wydaje się takim łączącym spoiwem – cztery osoby z pasją do grania.

Co w Waszej muzyce jest dla Was najważniejsze i który utwór najbardziej lubicie i dlaczego?

Najważniejsze jest to, że możemy i chcemy razem grać, i że sprawia nam to ogromną frajdę. Poza tym tworzenie muzyki jest dla nas czymś magicznym – jest cudownym doświadczeniem. Co do utworów, to z każdym kolejnym odtwarzaniem naszych płyt się to zmienia. Nie mamy takiego jednego ulubionego utworu.

Wiemy że w Polsce mamy kilka świetnych imprez muzycznych m.in Festiwal imienia Ryśka Riedla czy Przystanek Woodstock. Na jakim festiwalu Cochise chciałoby zagrać?

Nie mamy jednego ulubionego festiwalu. Chętnie zagralibyśmy na każdej rockowej imprezie.

Czy planujecie zrobić jeszcze jakiś teledysk do którejś z waszych piosenek? Jeśli tak to do której i kiedy mógłby mieć on swoją premierę?

Na razie nie mamy takich planów, ale kto wie….

Kiedy fani i nie tylko mogą liczyć na koncerty grupy Cochise?

Mamy nadzieję, że jesienią uda nam się zagrać kilka koncertów. Pierwszy z nich mamy nadzieję zagrać 5.09 w Górze Strękowej.

Czy planujecie nagrać kolejną płytę?

Oczywiście. Już nad nią pracujemy. Mamy 4 gotowe utwory. Ponadto mnóstwo pomysłów. Myślę, że w 2011 nowa płyta Cochise ujrzy światło dzienne.

Czym zajmowaliby się muzycy Cochise, gdyby nie robili tego co obecnie robią (tak może bardziej w sensie zawodowym niż muzycznym)?

Nigdy się nad tym nie zastanawialiśmy. Wiem, że to pewnie niesatysfakcjonująca odpowiedź ale chyba nie ma sensu fantazjować (śmiech).

Czy tworzycie jakieś nowe kawałki, które mogłyby np. jeszcze w tym roku mogłyby ujrzeć światło dzienne chociażby w wersji bez mastering w Internecie?

Tak jak wspomniałem wcześniej mamy już 4 gotowe utwory i pewnie wkrótce będzie ich znacznie więcej. Nie planujemy jednak wrzucać niekompletnych kawałków do Internetu. Możliwe, że kilka nowości zagramy na koncertach.

Czym zajmują się muzycy Cochise poza muzyką zawodowo, bo oprócz tego, że Paweł jest aktorem, to reszta grupy jakoś nie ujawniała swoich profesji?

Wojtek od kilku lat pracuje jako dziennikarz, Radek jest nauczycielem, a Czarek pracuje w urzędzie marszałkowskim.

Czy pochodzicie z rodzin, w których muzyka była ważną częścią życia, czy jej członkowie wiązali z nią swoją przyszłość, angażowali się np. tak jak wy w granie w zespole czy na jakimś instrumencie, a może wprost przeciwnie?

Wprost przeciwnie. Wyjątkiem jest Pawła tato, który kiedyś próbował swoich sił w zespole jako gitarzysta.

Czy pasje muzyczną odziedziczyliście, np. po rodzicach? Czy jeśli macie rodzeństwo to też ono pasjonuje się muzyką?

U każdego z nas wyglądało to inaczej. Faktycznie rodzice i rodzeństwo odegrali istotną rolę w naszej młodzieńczej edukacji muzycznej. Jednak z czasem każdy z nas znalazł swoją muzykę – inną od tej, której słuchali rodzice i rodzeństwo.

Co wasze żony myślą o waszej muzyce, oceniają, że ten kawałek jest super, a tam można by jakiś riff poprawić? Czy one również angażują się muzycznie albo jakoś artystycznie, czy wręcz przeciwnie tak dla równowagi?

Z tego co wiem, podoba im się nasza muzyka. Nie ingerują w warstwę artystyczną i starają się z dystansu oceniać nasze dokonania. Co do ich zainteresowań artystycznych to wśród naszych partnerek znaleźć można tancerkę, miłośniczkę fotografii oraz zawodniczkę kung fu.

Do kogo w Cochise należy ostatnie zdanie? Kto jest w grupie taką silną ręką, która stawia do pionu, czasem lubi się porządzić?

W Cochise nie ma miejsca dla takiej osoby.

Na jakim koncercie ostatnio byliście?

Na Pearl Jam w ramach OpenAir.

Lubicie tańczyć?

Nie (śmiech).

Czy wasze dzieci słyszały/ słuchają waszej muzyki? I jak reagują?

Dzieci dwóch członków Cochise są jeszcze za małe żeby słuchać, oceniać i reagować na naszą muzykę.

Czy Cochise myślał o zatrudnieniu wokalistki lub drugiego wokalisty?

Przedziwne pytanie (śmiech). Absolutnie nie. Nie mamy takich planów. Paweł nudziłby się za bardzo (śmiech).

Najbardziej zwariowana rzecz jaką zrobiliście?

Nagraliśmy „Still alive”.

Wasi ulubieni współcześni teraz grający artyści polscy i zagraniczni?

Pearl Jam, Metallica, Hey, Homo Twist, Ozzy Osbourne, Slayer, Guns n Roses, Morrissey, Megadeth, Dream Theater, Motorhead, Coma, U2 i wiele innych tego typu staroci (śmiech)

Bardzo podoba mi się teledysk do piosenki Letter form hell. Mam pytanie, czy planujecie nagranie kolejnych teledysków? Jeśli tak to do których utworów i czy do współpracy zostanie poproszony ponownie Kuba Kossak?

Na razie nie mamy planów nagrania kolejnego teledysku.

Gdybyście mieli ocenić wasz zespół, porównać ten np. sprzed roku z tym teraz. Co się w Was zmieniło?

Szczerze mówiąc niewiele. Nadal staramy się tworzyć muzykę i nagrać płytę. Teraz jesteśmy bogatsi o pewne doświadczenia – można powiedzieć bardziej dojrzali muzycznie. Mam nadzieję, że zaprocentuje to przy nagrywaniu następcy „Still alive”.

Gdybyście mieli sami coś powiedzieć o nowej płycie?

Dla nas „Still alive” jest zbiorem kompozycji, które powstawały przez kilka lat. Wydaje się być bardzo zróżnicowana stylistycznie. Na tym zawsze bardzo nam zależy. Fajne jest to, że po kilku miesiącach nadal słucha się jej bardzo przyjemnie.

Czy gdyby ktoś zaproponowałby Wam karierę za granicą, wyjechalibyście?

To raczej niemożliwe, bo jak można komuś zaproponować karierę. Co innego koncerty lub wydanie płyty. Wtedy – prawdopodobnie – byśmy chętnie skorzystali.

Wasze dalsze plany?

Grać i nagrywać coraz lepsze płyty oraz grać koncerty. Tylko tyle i aż tyle.

Gdybyście mieli do wyboru farby i za ich pomocą namalować siebie. Jakie to byłyby kolory?

Nigdy się nad tym nie zastanawialiśmy. Paweł mówi, że lubi każdy kolor oprócz różowego, Czarek lubi czarny, Radek brązowy, a Wojtek czerwony.

Jakiej muzyki słuchacie na co dzień. Czy macie grono swoich ulubionych wykonawców, których twórczość sobie szczególnie cenicie?

Queen, Pearl Jam, Nirvana, Alice in Chains, Soundgarden, Metallica, Hey, Homo Twist, Ozzy Osbourne, Slayer, Guns n Roses, Morrissey, Megadeth, Dream Theater, U2, Mercyful Fate, Audioslave i wiele, wiele innych.

Czym jest dla Was muzyka?

Bardzo ważną częścią naszego życia. Odskocznią od codzienności. Muzyka pozwala nam realizować naszą pasję.

Gdybyście byli zwierzętami, to jakie by to były?

Cztery leniwce (śmiech).

Wasze cztery cechy główne?

To raczej pytanie nie do nas. Nie nam siebie oceniać. Wydaje mi się, że każdy z nas jest inny. Najważniejsze, że nie mamy w sobie cech, które uniemożliwiałyby nam wspólne granie.

Gdy spotykacie się z drugim człowiekiem to, czego od niego oczekujecie? Co w nim cenicie?

Szczerości. Szczerość.

Zdarzyła się Wam sytuacja z fanami, którą zapamiętaliście na długo?

Mówiąc szczerze, mieliśmy bardzo mało kontaktów z fanami. Dlatego nic takiego, co by nam zapadło w pamięć, się nie wydarzyło.

Dlaczego tak mało koncertujecie skoro odwalacie kawał dobrej roboty?

Dobre pytanie. Prawdę mówiąc głównie przez zajęcia Pawła. Bardzo trudno wstrzelić się w jego grafik. Staramy się to zmienić i chyba powoli zaczyna nam to wychodzić (sic!).

Czy na kolejnej płycie będzie więcej utworów po polsku? (piękne kawałki Coma i Karzeł!).

Niestety – muszę Cię zmartwić – ale nie. Z tego co wiem wszystkie teksty będą w języku angielskim.

Czy chodzicie razem (w miarę możliwości czasu) na koncerty ulubionych kapel? Czy Paweł był na koncercie Pearl Jam w Gdyni?

Często zdarza nam się chodzić razem – bez Pawła – na koncerty. Z Pawłem byliśmy jedynie na Pearl Jam w Gdyni.

W jednym ze swoich wywiadów powiedzieliście, że nigdy nie kupilibyście tekstu piosenki. A gdyby ktoś zaproponował wam napisanie tekstu i skomponowanie muzyki, która odbiegała by od waszej twórczości to czy podjęlibyście się tego?

Myślę że nie. Po co mielibyśmy grać coś co do nas nie pasuje.

A dlaczego muszę zadawać najciekawsze pytanie, aby zdobyć nagrodę? Nie mogę po prostu ładnie o nią poprosić? Najlepiej z autografami? Wydaje mi się, że kiedyś będą cenne.

Sprytnie (śmiech). Niestety zasady konkursu nie przewidują takiej możliwości.

Jak? Gdzie? I kiedy? Powstał wasz pierwszy utwór?

Pierwszym utworem – o ile dobrze pamiętam – był „Ostatni”. Powstał na pierwszej próbie. To wynik improwizacji.

Jak wpadliście na pomysł, aby założyć zespół?

To był naturalny proces. Najpierw fascynacja muzyką, potem początki gry na instrumencie i w końcu pierwszy zespół. Z czasem jedne zespoły się rozpadały, a na ich miejsce powstawały następne. Tak właśnie powstał Cochise.

Czy trudno pogodzić życie prywatne z hobby i pracą?

Czasami trudno jest znaleźć czas na próby i wspólne granie, jednak uważamy, że dla chcącego nic trudnego. Gdy się bardzo chce, zawsze znajdzie się czas na muzykę. Wystarczy dobra wola i organizacja. Każdy z nas uważa, że warto poświęcać swój wolny czas na muzykę. Dlatego gramy razem i myślę, że jeszcze długo pogramy.

Czy trudno było nauczyć się grać na tych wszystkich instrumentach?

Bardzo trudno. Dalej nie umiemy na nich grać (śmiech).

Czemu Paweł na niczym nie gra?

Z tego co mówi, nigdy nie miał cierpliwości do ćwiczeń.

Kiedy zaczniecie dawać koncerty daleko od Białegostoku?

Mamy nadzieję, że jak najszybciej jednak na tę chwilę nie mogę powiedzieć nic konkretnego.

Czy zwycięzca może spotkać się z samym zespołem?

Przy najbliższej okazji, na koncercie, jak najbardziej.

Paweł, co ostatnio przeczytałeś?

Głównie książki biograficzne o zespołach. U2, Pearl Jam, Queen.

Czy teksty są waszego autorstwa, a jeśli to czy selekcja na płytę była trudna?

Teksty są autorstwa Pawła. Trudno mówić o selekcji bo nie wyrzucaliśmy żadnych utworów. Wszystkie, które zrobiliśmy trafiły na płytę razem z tekstami. Wiem jednak, że pisanie tekstów – w przypadku Pawła – nie jest rzeczą łatwą.

Chciałabym zapytać o to co chcecie przekazać swoim fanom poprzez Wasze piosenki, co nakłania Was tworzenia akurat takiego typu muzyki, co jest Waszą inspiracją?

Nasza muzyka nie ma żadnego podprogowego przekazu. Mamy nadzieję, że wiąże się z nią jedynie pozytywna, rockowa energia. Coś co poprawia nastrój. Naszą inspiracją jest w zasadzie wszystko, a zarazem nic konkretnego.

Jak śpiewa Paweł Małaszyński według innych członków zespołu?

Naszym zdaniem Paweł ma bardzo przyjemną, ciepłą barwę. Potrafi dobrze śpiewać zarówno wolne i spokojne partie, jaki i mocne, drapieżne fragmenty. Ma charyzmę, mnóstwo pomysłów i cały czas się rozwija. Idealnie pasuje do Cochise. Zresztą bez niego nie byłoby i nie będzie Cochise. Oczywiście, jak każdy z nas, nie jest wirtuozem, ale w naszej muzyce nie o to chodzi. Ważna jest chemia i to, że mamy skład, którego nie chcielibyśmy zmieniać.

Wyobraźcie sobie, że możecie patrzeć na siebie z góry, jak opisalibyście uczucia towarzyszące wieloletniemu rozwojowi zespołu, realizowanie ambitnych planów, spełnianie waszych marzeń, drogę na sam szczyt, obraz spełniania życiowych celów, styl bycia, życia, tworzenie nowej historii w muzyce…?

Szczerze mówiąc nie myślimy o tych wszystkich sprawach. Może to brzmi niewiarygodnie ale naprawdę dla nas liczy się tylko muzyka i fakt, że możemy razem grać. Oczywiście staramy się promować ale wszystko to czynimy, jak na razie, we własnym zakresie. Jeżeli w przyszłości trafi się okazja nawiązania współpracy z firmą fonograficzną, i będzie ona spełniała nasze oczekiwania, to pewnie z niej skorzystamy. Nie jest to jednak naszym głównym celem. Na razie bawimy się muzyką i mamy nadzieję, że tak zostanie.

Zacznę od tego, że śledzę rozwój zespołu od roku bodajże 2007. Utwory demo które mogłam posłuchać w internecie, bardzo przyciągnęły moją uwagę ze względu na liryczne, głębokie w przekazie teksty, oraz ostre brzmienia, które są bliskie mojemu sercu. W czym autor (z tego co mi wiadomo Paweł Małaszyński) czerpie inspirację pisząc teksty piosenek?

Teksty są wytworem jego przedziwnej wyobraźni. To stamtąd czerpie inspiracje. Paweł od dawna pisał teksty, w szkole średniej nawet wiersze. Nikomu innemu nie pozwala nawet spróbować czegoś napisać (śmiech). I choć często bardzo długo szuka odpowiedniej frazy lub słowa to wiem, że sprawia mu to ogromną radość i satysfakcję. Najgorsze jest to, że nigdy do końca nie jest zadowolony z tego co zrobił.

Jak widzicie siebie? Patrząc wstecz, jak odpowiedzielibyście na pytanie: dokąd dotarła nasza muzyka?

Szczerze mówiąc nie zastanawiamy się nad tym. Siebie widzimy jako czterech kolesi grających muzykę. Chcemy nagrywać coraz lepsze rzeczy, rozwijać się ale nie mamy żadnej wyznaczonej drogi. Nie wiemy dokąd zmierzamy z naszą muzyką.

W jakich okolicznościach się spotkaliście i czy myślicie o trasie koncertowej w najbliższym czasie?

Poznaliśmy się w okresie szkoły średniej. Przez wspólnych znajomych. Każdy z nas interesował się podobną muzyką i z czasem zaczął grać lub – jak to było w przypadku Pawła – śpiewać w różnych zespołach. Po kilku latach nasze drogi się spotkały, połączyliśmy siły i powstał Cochise.

O trasie raczej nie myślimy – to bardzo trudne w naszym przypadku. Intensywnie pracujemy nad organizacją pojedynczych koncertów. Mamy nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem i zagramy kilka koncertów jeszcze tej jesieni.

Ile czasu trwało nagranie krążka „Still alive” i ile pracy włożyliście w ten album? Pewnie nie było łatwo, bo większa cześć zespołu jest z Białegostoku, Paweł mieszka w Warszawie, a poza tym na co dzień jesteście (jak każdy z nas) zajętymi ludźmi. Jak znajdujecie czas na swoją pasję- muzykę?

Zacznę od drugiej części pytania. Wyznajemy zasadę, że dla chcącego nic trudnego. Nawet najbardziej zajęty człowiek powinien znaleźć czas na swoją pasję. Wystarczy chcieć i dobrze się zorganizować. No i jeszcze znaleźć podobnie myślących ludzi – to jest najtrudniejsze.

Praca nad „Still alive” trwała bardzo długo – głównie z przyczyn technicznych, o których nie warto teraz mówić. Samo nagranie zajęło nam około miesiąca – potem mix, mastering, tłoczenie. Trochę to trwało. Mamy jednak nadzieję, że w przyszłości – dzięki doświadczeniom z przeszłości – pójdzie nam dużo sprawniej.

Czy Wasze piosenki powstają spontanicznie czy wydzielacie sobie jakiś konkretny termin na stworzenie jakiegoś kawałka?

Nasze utwory powstają spontanicznie. Nie mamy żadnych terminów. Gdy stworzymy dostateczną ilość kawałków nagrywamy je i tak powstaje płyta. Mamy w tym względzie dużą swobodę.

Jeśli macie już jakiś tekst to na jakiej zasadzie dobieracie do niego melodię?

W przypadku Cochise zawsze najpierw powstaje muzyka, a potem Paweł męczy się z tekstami (śmiech).

Czy można gdzieś zdobyć chwyty gitarowe do Waszych utworów?

Z tego co mi wiadomo nie ma takich zapisów. Sami też nie robimy notatek.

Gdyby była możliwość wyjechania na tournee po Polsce czy też za granicę, chcielibyście pojechać?

Oczywiście, że byśmy chcieli. Niestety przeszkodą jest bardzo napięty grafik zawodowy Pawła.

W jakim miejscu najbardziej chcielibyście zagrać koncert?

W każdym, w którym da się stworzyć rockowy klimat. Nie mamy jednego konkretnego miejsca, gdzie najbardziej chcielibyśmy zagrać.

Co trzeba zrobić by otrzymać lub kupić demo9 i płytę dvd z koncertu 2005 (zakładam, że nie wygram ich w konkursie)?

Napisać do nas i za drobną opłatą możemy przesłać owe wydawnictwa.

Czy w czasach szkolnych byliście tak samo uwielbiani jak teraz? W sensie że byliście może najbardziej lubianymi uczniami w szkole i się za wami uganiali?

To dobre (śmiech). Z tego co wiem to nie jesteśmy dziś uwielbiani – może poza wyjątkiem Pawła, który ma sporo fanów jako aktor. Jeżeli chodzi o czasy szkolne to na pewno nie byliśmy najbardziej lubianymi uczniami (śmiech).

Jaka jest symbolika trzech świec z teledysku Letter from hell? Wiara, nadzieja, miłość?….

Nie ma w tym żadnej symboliki. Po prostu spodobał nam się efekt i jak wypadło to w nagraniu. Dobre intro i outro. Taką mamy nadzieję.

Z tego co wiem Radek Jasiński i Wojtek Napora są równocześnie członkami zespołu Hellraizer i Cochise. Pytanie do Radka i Wojtka: Na pracę z którym zespołem poświęcacie więcej czasu? Który zespół ostatnio jest bardziej aktywny Hellraizer czy Cochise?

Ze względu na większą aktywność koncertową Hellraizer’a to właśnie z tym zespołem spędzamy więcej czasu na próbach. Gdy jednak pojawia się opcja koncertu lub nagrania płyty z Cochise, proporcje się wyrównują.

Czym inspirowaliście się przy tworzeniu swojej najnowszej płyty?

Chyba niczym konkretnym. Po prostu graliśmy i tworzyliśmy muzykę. Pewnie podświadomie przenikały do niej jakieś wpływy z zewnątrz, ale nam trudno o nich mówić. To raczej ci, którzy słyszeli naszą płytę, mówili nam o skojarzeniach i dopytywali się o konkretne inspiracje. Bardzo często były to bardzo zaskakujące rzeczy. Bardzo nam się to podoba, że różni ludzie mają różne skojarzenia.

Czy jest coś, czego nie lubicie, gdy gracie?

Raczej nie. Może jak coś nie idzie po naszej myśli to trochę się denerwujemy (śmiech). Generalnie muzyka to dla nas same przyjemności.

Czy na koncertach zdarzają wam się jakieś śmieszne sytuacje, wpadki? Jeżeli tak to pamiętacie jakieś?

Trochę za mało koncertów zagraliśmy żeby mówić o takich sytuacjach. Oczywiście zdarzają nam się wpadki jednak nie są to godne odnotowania przypadki, nic śmiesznego. Oczywiście wszystko przed nami (śmiech).

Jakie emocje wyzwala w was muzyka którą gracie? Jakie są wasze odczucia kiedy stoicie na scenie i dajecie czadu, do czego możecie to porównać?

Muzyka, którą gramy wyzwala w nas wyłącznie pozytywne emocje. Daje nam możliwość oderwania się od rzeczywistości, która czasem bywa męcząca. Podobnie koncerty – tyle że tam działa to z dużo większą siłą. Jeżeli trafi się zaangażowana w koncert publiczność to – wydaje mi się – że nie można tego z niczym porównać. To niesamowite przeżycie – jedyne w swoim rodzaju.

Moje pytanie jest dość zawiłe. Jesteście niekomercyjnym zespołem. Nie sprzedajecie się jak inni, ani nie robicie niczego pod publikę. Jednak trafiłam na Wasze demo z 1,5 roku temu (coś koło tego). Niesamowite jak wasza muzyka potrafi dotrzeć do człowieka. Teraz kiedy nagraliście płytę „Still alive” zastanawiam się, czy nie pożądacie sławy i rozgłosu? Przecież pan Paweł Małaszyński jest rozpoznawalną postacią, a pomimo to nie wykorzystuje swojego wizerunku do promocji muzyki. Godne szacunku. Jak odnajdujecie się w świecie muzyki, bez świata show biznesu? A jednak macie fanów, ludzi którzy was bardzo cenią. A może to właśnie wytwórnie płytowe zabijają talent i pasję artystów? Podziwiam Was za to jaką muzykę tworzycie. A teraz spróbuję streścić moje pytanie, tak żeby wyglądało przyzwoicie: Czy po wydaniu płyty nie pragniecie sławy i rozgłosu? Czy świat show biznesu was nie interesuje? I czy kiedykolwiek będę miała szanse żeby Was poznać i posłuchać jak gracie na żywo?

Świat show biznesu, o którym mówisz, zdecydowanie nas nie interesuje. Nie pragniemy również sławy i rozgłosu. Pragniemy grać dobrą muzykę i tyle. Jeżeli znajdzie ona szerokie grono słuchaczy to super, jeśli nie, to też nic się nie stanie. Nie zmienimy naszej muzyki. Staramy się rozwijać muzycznie, jednak nigdy nie patrzymy na to przez pryzmat sławy i popularności. Jeżeli chodzi o koncerty to staramy się i powoli zaczyna nam to wychodzić. Tak więc zapraszamy!

Czy uważacie, że zespołom spoza największych miast typu Trójmiasto, Warszawa, Kraków, trudniej jest się wypromować na rynku muzycznym, i dlaczego?

Trudno nam cokolwiek mówić o wypromowaniu się. Sami jesteśmy mało znanym zespołem, tak naprawdę zaczynającym swą przygodę z promocją. Wydaje się jednak, że w naturalny sposób kapelom z większych miast jest łatwiej. Po prostu publiczność jest większa i istnieje więcej możliwości grania koncertów, nagrywania w profesjonalnych studiach itd. To oczywiście nie oznacza, że zespoły z mniejszych miast nie mają szans. Dobra kapela – przy odrobinie szczęścia – zawsze ma szansę na sukces i wybicie się ponad przeciętną.

Kto z Waszej ekipy był pomysłodawcą założenia zespołu? Co skłoniło Was do tego że w danej chwili powiedzieliście sobie: załóżmy zespół?

Zespół Cochise powstał po rozpadzie zespołu Apogeum, w którym śpiewał Paweł, a na perkusji grał Darek – nasz pierwszy perkusista. Paweł i Darek postanowili grać dalej. Zaprosili Wojtka, a zaraz po nim doszedł Radek.

Grać zaczęliśmy dużo wcześniej. Już na początku lat dziewięćdziesiątych (XX wieku). Zafascynowała nas muzyka rockowa i metalowa z tamtego okresu. I tak jakoś w naturalny sposób przeszliśmy od słuchania do grania. Później były pierwsze próby, pierwsze koncerty itd. Potem w 2004 roku połączyliśmy siły – jako muzykujący koledzy z osiedla – i założyliśmy zespół Cochise.